W ferworze
toczonych z pasją dysput i polemik poświęconych istnieniu lub nieistnieniu Boga,
miejscu religii w cywilizacji współczesnej, religijnym bądź areligijnym
podstawom etyki (po)nowoczesnej zapomina się nierzadko o kwestii zasadniczej,
mającej niebagatelne znaczenie dla istoty oraz przebiegu toczonego sporu. Otóż,
z perspektywy psychologicznej, a także, w konsekwencji, komunikacyjnej, w tym
toczonym od stuleci sporze strona fideistyczna nie jest, pod żadnym względem,
równorzędnym partnerem w dyskusji z agnostykami. I nie chodzi tu bynajmniej o
niedostatki intelektualne, erudycyjne czy kompetencyjne, lecz o podstawową
zasadę subiektywnego, osobistego uwikłania psychologicznego (w pierwszym rzędzie
emocjonalnego!) fideistów w przedmiot sporu.